Dlaczego w samochodach elektrycznych jest bieg B, czyli jak się jeździ autem na prąd

Często mówi się, że kto raz przejedzie się samochodem elektrycznym, to nie chce już jeździć innym. I na pewno coś w tym jest. Doświadczenia za kierownicą elektryka różnią się od tego, co znamy z klasycznych aut.

Samochód elektryczny w mieście po prostu zachwyca. Nawet, jeśli przyspieszenie na papierze nie robi na was wrażenia, to podczas jazdy - zrobi na pewno. Jazda z silnikiem elektrycznym znacząco różni się od tej zwykłym autem. Samochód błyskawicznie reaguje na pedał przyspieszenia. Nieważne przy jakiej prędkości zawsze ma zapas mocy i rozwija ją harmonijnie. Trudno na drodze znaleźć szybsze auto i wcale nie chodzi o dynamiczną, sportową jazdę. Tak błyskawiczne reakcje to po prostu komfort jazdy. Dużo łatwiej zmienić pas, kogoś wyprzedzić, włączyć się do ruchu - w mieście to nieocenione. Nowoczesne elektryki nie tracą też mocy na drogach ekspresowych i autostradach. Przykładowo VW ID.3 bez najmniejszego problemu rozpędzi się do 160 km/h.

Imponuje też cisza i kultura, z jakimi to wszystko się dzieje. Nie ma mowy o szarpaniu, warczeniu czy chwili zawahania. Naprawdę jest coś w powiedzeniu, że samochodów elektrycznych nie lubi ten, kto nigdy nimi nie jeździł. Potwierdzają to badania. Z raportu InsightOut Lab i Volkswagena wynika, że aż 49 proc. kierowców, którzy mieli okazję przejechać się elektrykiem, rozważa zakup właśnie takiego auta.

Czy jazda samochodem elektrycznym się czymś różni od jazdy klasycznym autem?

Samochód reaguje na pedał przyspieszenia błyskawicznie, a we wnętrzu panuje cisza. To zauważymy od razu, ale czy jazda BEV, oprócz tych dwóch aspektów, różni się od kierowania klasycznym samochodem? Tak naprawdę jeździ się nimi dokładnie tak jak samochodem z automatyczną skrzynią biegów. Choć z małym wyjątkiem. Oprócz klasycznych trybów P (postój), N (luz), R (bieg wsteczny) i D (jazda do przodu) bardzo często znajdziemy jeszcze literę B. W nim także samochód porusza się do przodu, ale kierowca może go wykorzystać w bardzo użyteczny sposób.

Tryb B w samochodach elektrycznych i hybrydowych oznacza hamowanie silnikiem, czyli "darmowe" ładowanie akumulatorów. Jeśli dojeżdżamy do skrzyżowania, na którym pali się czerwone światło, to zamiast hamować w ostatniej chwili, można wcześniej wrzucić tryb B i pozwolić silnikowi wytracić prędkość samochodu przy jednoczesnym ładowaniu akumulatorów. To samo dotyczy zbyt szybkiego zjazdu ze wzniesienia - zamiast wciskać hamulec, przełączamy lewarek skrzyni biegów na tryb B i pozwalamy, by elektronika zrobiła to za nas. W ten sposób nie tylko oszczędzamy układ hamulcowy, lecz także odzyskujemy energię, która w przeciwnym razie by się zmarnowała. Po czasie kierowca coraz chętniej zaczyna korzystać z tego trybu. Często okazuje się, że kiedy już wyczujemy, jak nasze auto wytraca prędkość w trybie B, to korzystamy z niego coraz chętniej. W wielu sytuacjach można jechać tak naprawdę tylko korzystając z pedału przyspieszania, w ogóle nie hamując. To zaskakująco wygodne.

Większość współczesnych układów elektrycznych to zaawansowane technologie, które rekuperują energię przy każdej możliwej okazji. Akumulatory będą się więc doładowywać nawet podczas hamowania czy toczenia się bez gazu. Tryb B umożliwia dużo bardziej efektywny odzysk energii, a dodatkowo oszczędza układ hamulcowy.

Volkswagen ID.3Volkswagen ID.3 fot. Volkswagen

Od razu ciepło w zimę i chłodno w lato

To niewątpliwa zaleta elektryków, która wynika z zupełnie innej metody pozyskiwania energii. Elektryki pobierają prąd bezpośrednio z akumulatorów, tymczasem w przypadku aut spalinowych energia (również cieplna) generowana jest dopiero w momencie spalania paliwa. Dzięki temu kabina samochodów elektrycznych w zimie znacznie szybciej się nagrzewa (nie trzeba czekać, aż silnik osiągnie wysoką temperaturę), a latem szybciej schładza. Co więcej, często możemy ustawić pożądaną temperaturę wcześniej i przyjść już do nagrzanego samochodu.

Producenci już od jakiegoś czasu oferują kierowcom aplikacje do zdalnego sterowania funkcjami samochodu. We Connect ID. to rozwiązanie dla posiadaczy elektrycznych volkswagenów. Nie dość, że mogą na telefonie sprawdzić stan naładowania baterii, czas ładowania czy zasięg, to właśnie umożliwia ustawienie temperatury wnętrza w momencie rozpoczęcia jazdy. Kolejna z pozoru błaha rzecz, do której bardzo łatwo się przyzwyczaić.

Volkswagen ID.5Volkswagen ID.5 fot. Volkswagen

No i nie zapominajmy o pewnych przywilejach

Jazda na zielonych tablicach, bo takie montowane są na e-autach, to także jazda z kilkoma przywilejami. W miastach kierowcy elektryków rzadziej stoją w korkach, ponieważ mogą korzystać z buspasów, a już niedługo w niektórych metropoliach – tylko oni będą mogli wjeżdżać do centrum. W Polsce nie trzeba też płacić za parkowanie, a pod wieloma sklepami zaczęły się pojawiać darmowe ładowarki, z których można korzystać podczas zakupów.

Może to już czas na samochód elektryczny?

Samochody elektryczne to kolejna opcja na rynku. Możecie, ale nie musicie z niej korzystać. Dla wielu, mieszkających w blokach, Polaków najlepszą propozycją wciąż będzie silnik benzynowy albo hybryda na jego bazie. Często jeździcie w długie trasy? Wybierzcie diesla. Macie gdzie ładować samochód (w domu lub w pracy), to samochód elektryczny jest właśnie dla was. Na pewno nie będziecie rozczarowani takim wyborem – elektryki wniosły komfort jazdy na wyższy poziom.

Volkswagen ID.3Volkswagen ID.3 fot. Volkswagen